Kate Moss

Można mi wierzyć lub uważać za bajkopisarza, ale… to nasze pierwsze spotkanie bez roweru.

No dobra, znowu mijam się z prawdą i lekko koloryzuję, bo przecież Kasię poznałem na koncercie w Poznaniu, a miesiąc później przyjechała na sylwestra do Torunia, gdzie oglądaliśmy z resztą poznańskich przyjaciół fajerwerki nad panoramą starego miasta stojąc na moście.

I w ten sposób zaczęło się wspólne jeżdżenie na rowerach. Czasem wpadało skromne sto kilometrów, a niekiedy dwieście w ramach rozgrzewki przed trzystoma. Akcja z pobudką o 4 rano, wskoczenie do basenu, prysznic i przejechanie ponad trzysta trzydzieści kilometrów wokół Poznania dalej uważam za jedną z najfajniejszych rowerowych eskapad.

Powrót z Laosu wzbudzał wiele emocji i pytań, dlatego wziąłem dysk twardy i pokazałem zdjęcia z podróży Kasi, jej mamie i siostrze. Wtedy jeszcze nie miałem obrobionego materiału, były to czyste skany filmów, bez filtracji na kardy „dobre i złe”.

Wyjazd do Poznania wspominam jako jedno z pierwszych spotkań, gdzie mogłem opowiedzieć w kameralnym gronie co nieco o drugim kraju, przyjęciu rodziny, która mnie nigdy nie widziała i kolarstwie w dzikich górach bez dróg asfaltowych.