Deskorolka z Anetą

Przypadki rządzą moim życiem. Kinga na koncercie spotkała Patrycję, jakiś specjalny układ gwiazd musiał sprawić, że wkrótce zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi na świecie i odhaczanie lotnisk w Londynie jedno po drugim przerodziło się w pewnym rodzaju rozrywkę. Na koncercie z Agatą (kiedy posłucham opowieści z Australii?) i Sławkiem poznałem Kate, która teraz zaprasza do Porto. Przypadkowo spotkałem Gwen w Anglii, przez co poleciałem do jej rodzinnego Kapsztadu. Na koncercie z Mandy (kuzynką Gwen) po drugiej stronie globu w tłumie spotkałem jej znajomych, czyli rodziców Paula. Kolejny przypadek chciał, że wybierając podróż po Europie zawitał do nas, a później poznałem Anię – jego obecną dziewczynę – z Nowej Zelandii w Tajlandii. Przypadek goni przypadek, a kto by pomyślał, że wychodząc o nieludzkiej porze z placu budowy w noclegowni dwukrotnie powiedzą, że nie ma dla mnie i Marka miejsca? Raz przenocowałem u Wojtka, a raz kanapy w salonie użyczyła mi Aneta. Za pomoc i ratunek przed jeżdżeniem po mieście w poszukiwaniu hotelu zaprosiłem Anetę na Skywaya w Toruniu.

Na samym wstępie powiedziałem, że będziemy robić zdjęcia, ale tylko najtańszymi filmami. Ale dlaczego takimi, a nie lepszymi? – spytała Aneta. W Kocurkolandii nic się nie dzieje bez określonego celu, wystarczy tylko zobaczyć na kolory i ziarno poniższych skanów, chciałem uzyskać klimat deskorolki rodem z późnych lat 70-tych! Z tej strony automatycznie pokochałem Kodaka Colorplusa, jego droższy odpowiednik o tej samej czułości Gold nie daje takich fajnych rezultatów, a co gorsza zdjęcia wychodzą bardziej żółte! Gold poleciał w grudniu ze mną do Laosu, tym razem jego miejsce zajmie Colorplus.

Skyway zawiódł po całości. W porównaniu do poprzednich lat, oświetlonych ruin zamkowych ogniem czy pokazów laserowych nie było dosłownie niczego, co mogło choć na chwilę wzbudzić zainteresowanie. Drapałem się po głowie i z zakłopotaniem mówiłem, że coś tu nie gra. Główna impreza, cel zaproszenia okazał się fiaskiem, a na dobitkę pojechaliśmy do Młyna Wiedzy w sobotę nie wiedząc, że wystawa była tam tylko w czwartek. Przeklęty Młyn, siostry z Poznania z pewnością kojarzą sylwestra sprzed kilku lat…

Koniec końców trzeba było wymyślić inny rodzaj spędzania wolnego czasu, skoro Miasto Toruń nie potrafi się postarać dla przyjezdnych. Deskorolka po mieście, skatepark koło domu, krótkie wprowadzenie jak obsługiwać Leicę M3, wyjaśnienie do czego służą gogle powiększające zakładane na obiektyw, wspólne robienie zdjęć, wywracanie się na rampach, a przede wszystkim rozgrzewanie chemii do 38 stopni, wywoływanie filmów, zawieszanie na klamerkach, suszenie i późniejsza archiwizacja do koszulek pergaminowych. Tyle nowych rzeczy musiała Aneta przyswoić w przeciągu tylko dwóch dni, spytała się: jak nazwiemy manufakturę chemicznej obróbki filmów Kodaka? A ja na to: – Manufaktura Kocurkolandia brzmi dobrze, co nie? – No tak. – No jo.

Rodziny się podobno nie wybiera. Po czterech latach do grona sióstr weszła Anetka, co wzbudziło ogólne poruszenie w Kocurkolandii. Szczerze mówiąc wątpiłem, że takie wydarzenie jest w ogóle możliwe. Mam o jedną więcej siostrę na tym świecie, to się nie zdarza codziennie.