Déjà vu

Licencjat z fizjoterapii jest - co dalej?

Kolejny raz nadszedł czas na przeprowadzkę do nowego miasta i zmianę uczelni. Mam nadzieję, że z Maciejem będzie mi łatwiej przekonać się do Poznania, a na magisterce fizjoterapii poznam równie fajnych ludzi jak w Bydgoszczy! Nie mniej jednak nadal jest dużo niewiadomych. Sama nie wiem jak się wszystko ułoży, jak będzie wyglądało moje życie. YOLO!

Jeśli chodzi o fizjoterapię to jest to jeden z piękniejszych zawodów na świecie według mnie. Weryfikuje na ile bezinteresownego dobra jesteśmy w stanie przekazać obcym nam ludziom, ile czasu poświęcimy, jak bardzo się zaangażujemy. Czy jesteśmy w stanie nawiązać bliższą relację oraz bez przymuszenia słuchać o ich życiu prywatnym, zapamiętywać imiona wnuków? Na ten kierunek nie trafią ludzie przypadkowi. Lecz jeśli jakimś cudem się znajdą – rezygnują po pierwszym roku. Jeśli miałabym wybrać 3 najważniejsze cechy to była by to: cierpliwość, kreatywność i empatia. Dlaczego? Pacjentom trzeba wszystko tłumaczyć powoli i po kilka razy. Nie denerwować się kiedy nie rozumieją o co nam chodzi tylko pokazać jeszcze dokładniej. Starsze osoby nie robią niczego na złość. Potrzebują jedynie kogoś, kto naprawdę się nimi zainteresuje i okaże nieco ciepła. Kreatywność z otwartym umysłem ułatwią nam dotarcie do głównego problemu pacjenta. Dopiero potem obmyślimy plan działania, a nie jednokrotnie na bieżąco musimy go modyfikować. Nie dla wszystkich jednakowa pozycja wyjściowa do ćwiczeń nie jest wygodna. Pacjentów traktujemy indywidualnie. Z kolei bez empatii pacjent nie da się do siebie zbliżyć. Nie będzie też chętnie ćwiczył. Nie ważne czy pracujemy z osobą jeden dzień czy miesiąc – bez wzajemnego zaufania nic nie zdziałamy. Pacjenci na ogół zdają sobie sprawę z potrzeby ćwiczeń i ruchu. Jednak o wiele lepiej jeśli przebiega to w przyjemnej atmosferze.

Jak dla mnie największą nagrodą była satysfakcja z wykonanej pracy. Rosło mi serce kiedy pacjenci drugiego dnia rano na mnie czekali z uśmiechem. Uśmiechem, którego na buzi nie mieli od dawna. Kiedy ktoś stawał na własne nogi i znów udało mu się postawić krok do przodu. Kiedy po operacji mogli iść się sami załatwić do toalety i nie czekać na panią pielęgniarkę z pampersem do przebrania.
Tak rzadko doceniamy nasze zdrowie…

Minione 3 lata będę mi się głównie kojarzyły z Angelą i Ags. Aczkolwiek, niektóre wspomnienia są dla mnie bardzo szczególne:

  • Kolokwium o 7 rano w niedzielę w prosektorium z Angel z ręki – ZDANE!
  • 6 rano, buty Agnieszki po drugiej stronie ulicy -> telefon – Aga, wypożyczaj rower, jedziesz dalej ze mną
  • Bieganie z Ags kilka razy w tygodniu przed albo po zajęciach – nigdy nie miałam lepszej formy niż na drugim roku!
  • System długopisu na egzaminach z laskami – takie zdawanie testów to przyjemność ;P
  • Umawianie się na robienie humusu z Angelą – każdy się starzeje 😀
  • Pokochanie wina na urodzinach Agnieszki – dlaczego musiałam się tak uzależnić?
  • Pierwsze wspólne wyjście ever na tańce na trzecim roku do kubryka
  • Mistrzowie krzyżówek i sudoku na wykładach – ambitnie! Potem doszło koło fortuny xd
  • Los pollos mansanas chicas! – nauka hiszpańskiego na praktykach w Ciechocinku xD
  • Macanie się na zajęciach i połowa folderów ze zdjęciami pt: „rozbierane”
  • Synchro okresów – czyli wspólne przeżywanie tych dni w białych spodniach
  • Zagryzanie słodkiego słonym – gdyby pączki z toffi nie istniały..
  • Maskotki urodzinowe – żabka – ja, flaming- Angel, panda – Aguś xD
  • Pierwsze raz w życiu oddać krew i zrobić sobie tatuaż!
  • Bistro u Ags – tyle godzin przeczekane/przespane pod zieloną kołderką <3
  • Spacery z Gają – miło wyjść z pieskiem na spacerek w środku miasta!
  • Zdjęcia klasyczne – nasza trójka od dołu