Pocztówka z Gran Canarii

Byliśmy na Gran Canarii i nawet nie postawiłem nogi na plaży. Nie znalazłem na to ani jednej chwili.

Zamiast tego cały wolny czas spędziłem na rowerze wysoko w górach, pomagałem zbierać dziko żyjące rośliny do bidonu Kingi, robiłem zdjęcia nad chmurami, patrzyłem się na gwiazdy 40 minut na szczycie Pico de las Nieves, śpiewałem piosenki Aurory w Dolinie Łez, próbowałem się niezdarnie dogadać w sklepach, w których nie znają angielskiego, obserwowałem rolników pchających małe glebogryzarki na zboczu góry, wymijałem wypożyczone samochody na patelniach pędząc w dół, niekiedy zamarzały mi palce, a czasem pot spływał z czoła na kierownicę.

Podróże kształcą. Nie wiem czy próba nauki trzeciego języka to dobry pomysł. Jeśli już to będę próbował ogarnąć podstawy hiszpańskiego po angielsku, a nie po polsku. Moja wiedza fotograficzna leży. Przed podróżą do Afryki (tak bardzo!) chciałbym odwiedzić Darka i Wojtka, aby choć trochę nalali mi oleju do głowy w zakresie robienia zdjęć w pełnym słońcu.

Mandy mi ostatnio napisała, że mogą się kąpać maksymalnie 90 sekund, ze względu na brak wody w Afryce. Widziałem też zdjęcia jeziora, którego obecnie nie ma.

Przede mną mniej niż 30 dni na dokończenie przygotowań. Moim marzeniem jest zrobienie dokumentu o życiu w pełnym słońcu. Jakiegokolwiek opisu na temat codziennego życia na Kanarach nie będzie – nikogo tutaj nie poznałem, nie podzieliłem się historiami, przecież nie znam hiszpańskiego. Bawaliśmy się przednio, bez większych refleksji i wtapiania się w tłum.