Ludzie poza sceną

część 1

Afrykańskie przedbiegi

Ostatnio nieustannie spaceruję w innym świecie.

Uciekam od przebrzydłej zimy gdzie i jak tylko mogę. Będąc chory pojechałem do Poznania, aby chociaż chwilę posiedzieć w tropikalnej palmiarni. Oczywiście gorące powietrze mnie nie uleczyło, co więcej musiałem trochę pedałować, aby dojechać wieczorem z Torunia do domu w mrozie i kompletnej ciemności. Było warto, bo poznaliśmy z Kingą brytyjskiego kocurka u brata Agaty, a jeszcze Kendi-Srendi i Wojtek się pojawił. Moja choroba polegała na tym, że straciłem głos, a wszystko inne było w najlepszym porządku. Niemniej jednak przez 2 tygodnie nigdzie nie wychodziłem, z wyjątkiem palmiarni i jazdy na torze w Pruszkowie.

Pachnące, egzotyczne rośliny z Poznania w ciągu tych nużących dni podziwiałem w Internecie. Moje przygotowania do afrykańskiej podróży przechodzą w ostateczną fazę, czyli kupowanie, kupowanie i jeszcze raz wydawanie pieniędzy. Najbardziej ekscytujący w tym wszystkim jest fakt, że przede mną 40 dni w Afryce, 3 piękne miejsca: Kanary, Dubaj i Kapsztad… A my JUŻ mamy plany z Kingą na kolejną podróż! Obejrzeliśmy po raz kolejny Trainspotting (oraz część 2 z tego roku), 5 minut po skończeniu filmu wyszukiwarka przetwarzała zapytanie “Trainspotting film locations”. I co nam pokazało? Corrour railway station. TAK! Chcemy tam być! I polecimy, bo dostaliśmy od fajnej firmy kilka tysięcy złotych, które w całości przeznaczamy na rowerowe wycieczki!

Odświeżyłem relacje z Gwen, którą poznałem w Lake District. Poprosiłem o pomoc w planowaniu odwiedzenia jej rodzinnych stron – Kapsztadu. Odesłała mnie do swojej kuzynki Mandy, a gdy ona zaczęła o wszystkim pisać… To kolejna dobra historia! Wiadomości na stronę A4, miliony miejsc, wskazówek, porad… Już teraz wiem, że będę ograniczony dziennym limitem wody, ichny najważniejszy skarb podczas lata. Temperatury przekraczające 30 stopni, ale na to moje ciało jest przygotowane. Koniec końców stanęło na wyborze 4 miejsc: Hout Bay (tutaj będzie więcej chodzenia po Górze Stołowej niż roweru), Somerset West (miasto Gwen i Mandy, przepiękne górskie okolice do szosy i przełaja), Greyton (chodzenie po górach, przełaj) i identycznie w Swellendam. Wiecie jaki piękny komplement dostałem prosto z RPA? Mandy wiedziała, że jestem z Polski, ale sądziła, że to ANGIELSKI jest moim pierwszym językiem.

W ciągu tych 30 dni będę się przemieszczał co tydzień, aby odkrywać kolejne piękne zakątki Afryki. I przez ten czas spróbuję zrealizować najbardziej prywatny projekt, z którym przyjdzie mi się zmierzyć: odnaleźć w sobie afrykańskie serce. Europejski mózg i azjatycką krew już mam.

Ludzie poza sceną

Poniższe fotografie to pierwsza próba moich sił w realizacji długoterminowego projektu o nazwie “Ludzie poza sceną”. Poprzez innych ludzi chciałbym opowiedzieć o pracy, której nikt nie docenia, nie zwraca na nią uwagi… Mamy mnóstwo zawodów będących obiektem żartów, dla przykładu dwa najbardziej reprezentatywne: sprzątacz lub ochroniarz.

Będę szukał osób ukrywających się w cieniu innych. Wszyscy ekscytują się medalami sportowca, kompletnie nie zauważając sztabu ludzi stojących za jednym człowiekiem. Najdobitniejszy przykład w kolarstwie zawodowym? Marek Sawicki. Miałem okazję go poznać, posłuchać, porozmawiać – a czy fani rowerów interesują się jakimkolwiek fizjoterapeutą?

Znam przypadki osób, które pracują po 510 godzin miesięcznie. Nie oceniam czy to dobrze, czy źle. Chciałbym to po prostu dokumentować, rozmawiać z innymi i rozwijać swoją pasję, czyli powoli uczyć się robić zdjęcia.