15 minut

Pobudka równo o 6 rano. Pierwsza w krótkich włosach od sierpnia. Dziwne uczucie, kiedy włosy nie elektryzują się od poduszki.

Kolejny raz ratuję toruński świat od złych dolegliwości. Jedna herbata w towarzystwie huczących wentylatorów i sprężarek, potem druga.

W międzyczasie urządzam sobie przechadzkę na ulicę Moniuszki, aby odebrać paszport. W przejściu majstry kleją rurociągi pod VAV-y, udaję że nie wiem o co chodzi. Dwie panie przede mną… Całe szczęście, że uwijają się w 3 minuty. Wchodzę, pani inspektor prosi o skanowanie palców wskazujących w celu ponownej identyfikacji, niszczy mi stary dokument jednocześnie wydając nowy.

Przyjeżdżam, zostawiam plecak wypchany elektroniką na podłogę. Ściągam bluzę, mierzę wzrokiem paczkę owiniętą czarną folią na biurku. Dotarła! Otwieram, rozwijam folię bąbelkową, montuję adapter i obiektyw. Za zachodnią granicą dostępny za grosze, u nas (jak prawie zawsze) nieco drożej, ale porównywalnie.

Bezlusterkowiec dostał drugie życie, gdyż obecne szkło po wielu latach powoli zaczyna odczuwać trudy życia. I to nic, że “nowe” jest ode mnie prawdopodobnie starsze o rok lub dwa lata. Wszystko ustawiam manualnie. Jak fajnie.

Na zewnątrz życiodajne promienie słońca zbieraliśmy przez 15 minut. Potem zapadł kompletny zmrok.