Nasza pierwsza miesięcznica w Zakopanem!

 

Tylko i aż 10 dni razem. Czas ucieka zdecydowanie za szybko! Co prawda rowerze zbyt dużo nie pojeździliśmy – trochę przez pogodę, ciut więcej z lenistwa… ale każdą chwile wykorzystaliśmy idealnie! Wszędzie jest cudnie, byle we dwójkę!
K&K <3

Choć podróż trwała kilkanaście godzin to dobry humor się utrzymywał. Po przyjeździe padliśmy jak placki, w pociągu wiadomo – pilnowanie rowerów i te sprawy. Wieczorem zakupy oraz kino w plenerze. Ahoj przygodo!

 

Kolejnego dnia udało się wyruszyć na zmodyfikowaną przez nas trasę Tatry Road Race.  Nie powiem – bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Znowu przypomniałam sobie za co kocham góry, te podjazdy… te widoki… Ach! Żyć nie umierać!

 

We wtorek dopadła nas bombka 😀 Z racji tego postawiliśmy na regenerację, uzupełnienie zapasów energetycznych oraz pełen relaks!
Wszystko zaowocowało w środę kiedy skoczyliśmy odwiedzić sąsiadów na Słowacji. Główne drogi jakby puste specjalnie dla miłośników dwóch kółek. Fajnie było zapuścić się dalej. Pod wieczór wylądowaliśmy w Łapszance. Nieziemski widok, nie zapomnę tego przeżycia.

 

Coby się nie przesilać w piątek popołudniu wyszliśmy tylko pokręcić po okolicy. Całkiem przypadkowo wylądowaliśmy na łące z cudownym widoczkiem na Giewont. Było tak klimatycznie, że spędziliśmy tam resztę dnia pochłonięci robieniem zdjęć i nagrywaniem śmiesznych filmików.

 

Trasa życia skończyła się na wielkich planach. Chociaż wstaliśmy się szykować na rower o 5:30 to i tak nie wygraliśmy z deszczem… Z podkulonymi ogonkami wróciliśmy przez pola do mieszkania. Sytuację podratowały czekające w zamrażarce lody <3!

 

W sobotę za cel obraliśmy trasę Tour de Pologne Amatorów. Zmokliśmy już na samym wstępie… Bez ani jednej suchej nitki na tyłku, w pełni zdeterminowani pedałowaliśmy dalej. Opłacało się! Wyszło słoneczko ^^
Paradoksalnie podjazd w Gliczarowie nie był dla mnie ciężki. Stromy, ale bardzo krótki. Chyba w porównaniu do Przełęczy Karkonoskiej wszystko będzie wypadać blado. Niemniej jednak bardzo polecam tripy w Tatrach! Jest gdzie jeździć, drogi wąskie oraz w bardzo dobrym stanie technicznym. Wkoło wspaniale, a i pot na czole z pewnością się pojawi nawet u wyśmienitych kolarzy 🙂

 

Tuż przed wyjazdem zdążyliśmy zawitać po raz ostatni na Krupówkach. Lodów nigdy za wiele 😀