Moja droga do Afryki

Jak na zdjęciu wyżej, nie będzie łatwa.

Wkręciłem Kapsztad do swojej głowy i nie mogę o nim zapomnieć. Może to wina styku dwóch oceanów w pobliskim Przylądku Igielnym? Albo Góry Stołowej, na której oparte jest miasto? Gór Smoczych w głębi kraju? Przeczytania na raz książki Kazimierza Nowaka o przejechaniu Afryki z północy na południe (i z powrotem)… rowerem? Sam mistrz reportażu Kapuściński był oczarowany zbiorem listów z podróży. Pozostała jedynie korespondencja wysyłana do rodziny, gdyż poznański włóczykij zmarł po powrocie z Dzikiego Kontynentu. Jego marzenie o napisaniu książki nie ziściło się.

Jednak moje dalej trwa. Zmieniłem plany ze zdobycia wulkanu Manua Kea na zdobycie Góry Stołowej. Jedno i drugie wydaje się bardzo odległe, ale, ale… Kilka miesięcy temu Kinga spytała się mnie gdzie chciałbym docelowo pracować. Bez namysłu odpowiedziałem, że w Australii. W takim Melbourne rozmawiają po angielsku i nie mają śniegu w zimę. Oraz za miastem stoi trochę górek do podjeżdżania – nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. A teraz co? W szufladzie pomiędzy pamiątkami z wylotu do Kendal leży wizytówka z ofertą pracy w zachodniej Australii. Usłyszałem takie miłe słowa: “jeśli będziesz na wakacjach w pobliżu – zadzwoń. Powiedz tylko, że jesteś Mariuszem z Lake District od warszawskich wieżowców”. Póki co Australia musi zaczekać.

Zapisywanie rzeczy dostępnych dla wszystkich pomaga mi się przemóc i pokonywać dalsze bariery. W poniedziałek kończę czas “nicnierobienia”, bo musiałem… przytyć. I przy okazji odpocząć, bo przez 2-3 dni czołgałem się po podłodze z niemocy i świeciłem żebrami. Tak wygląda ręka o szerokości mostka.

Grudzień. U nas początek mocniejszej zimy, w Kapsztadzie początek dobrego lata. Odziedziczyłem ciało przyzwyczajone do średnich temperatur 22 stopni w zimę. Polskie -15 nie jest zabawne.

Tytułowa droga do Afryki zawiera kilka punktów do zrealizowania.

  1. Angielski. Płynniejszy angielski! Zarówno w mowie jak i piśmie. Na czytany techniczny nie narzekam. Tysiące przeczytanych stron dokumentacji języków programowania, sterowników PLC, czujników, magistral, schematów (i tak dalej bez końca…) zrobiły swoje.
  2. Aparat. Bardzo ważna rzecz, gdyż kamerki typu GoPro… nie chcę z tego korzystać. Nic tak nie cieszy jak ustawienie wszystkich parametrów samemu, a potem praca z RAW-ami zamiast JPG-ów. Zamierzam zmienić swojego bezlusterkowca ze zmiennoogniskowym obiektywem na coś fajniejszego. Stałoogniskowego. Bo tak.
  3. Bilety arabskich linii lotniczych, to oczywiste. “Mariusz, nie kupuj ich teraz, może na urodziny jako prezent?” To była myśl tygodnia, bo w okolicy moich urodzin będę wiedział co z budowami na przełomie 2017 i 2018 roku. Wtedy też wybiorę dokładną datę lotu w grudniu i czas trwania eskapady.
  4. Walizka na rower. Po kilku dniach dogłębnych analiz… wybrałem! Pożyczanie na dłuższą metę mija się z celem. Pomysł na obklejenie też jest, żeby nie było.
  5. Podwyżka. Raczej oczywiste, że nikt mi wymienionych rzeczy nie kupi poza samym sobą. I to nic, że ostatnią miałem mniej niż pół roku temu. Mam dobre karty i nie zawaham się ich użyć.