Pocztówka z Kendal

Cześć wszystkim!

Można powiedzieć, że wykorzystałem większość środków transportu w mniej niż 48 godzin. Najpierw samochodem na dworzec, potem autobus prosto na lotnisko, samolot do Manchesteru, pociąg do Kendal, złożenie rowerka z części, jazda ruchem lewostronnym po prawie 2 dniach bez spania i… prom na jeziorze Windermere.

Jeszcze w Manchesterze gadałem z liverpoolowym Azjatą studiującym w mieście CITNO. Myślę i myślę, może mu chodzi o Szczecin? “No, no, no CZECIN, CITNO!” Szczytno? “Yes, CITNO!”. Świat jest mały.

W niedzielę kręciłem się po ruinach zamku, a wieczorem pojechałem do Toma i Gwen (mały Henry poszedł spać). Rozmawialiśmy przez kilka godzin, Gwen pokazała mi swoje rodzinne strony – okolice Góry Stołowej w Republice Południowej Afryki.

Poniedziałek minął mi na spełnieniu marzenia o przejechaniu przełęczy Hardknotta (około 30-33%), Kirkstone oraz Wrynose. Zrobiłem to z obu stron, gdyż w przypływie euforii dojechałem do Morza Irlandzkiego.

We wtorek przełajowałem na Whernside. Wpadłem w takie mokradło, że wciągnęło pół roweru. Gdy udało mi się odpiąć buty z pedałów poczułem jedynie jak mi się nogi skracają… wpadłem aż za kolana.

Środa… Jeden z najpiękniejszych dni życiu. Udało mi się ukończyć wyzwanie Three Peaks w Yorkshire Dales. Wdrapywałem się po skałach z rowerem na plecach. Nogi miałem czarne od błota, a i kilka razy się zadarłem o wystający kamień. Przebiegłem trzymając rower na plecach albo po prostu go prowadząc ponad 20 kilometrów. Ile dokładnie? Nie wiem, bo trasa obejmuje dwa razy tyle. Przejeżdżałem pod wiaduktem Robblehead, z radości przybiłem z nim piątkę. Po pokonaniu 110 kilometrów położyłem się do łóżka i zasnąłem. Czysty, bo jeszcze byłem w stanie wziąć prysznic – błoto za cholerę nie chciało schodzić z nóg.

Dziś czyściłem rower z rudym kotem Georgem, a czarny Borni Born o imieniu Masie patrzył się jak myłem naczynia w kuchni. Ogień w kominku ogrzewa wiecznie mokre buty, zawsze mam pod ręką angielski chleb, mleko, kawę i herbatę. Mało tego, daję pani Jan brudne ciuchy, a dostaję po godzinie czyste i suche. Czasem mam wrażenie, że Kristina mówi do mnie za szybko, bo nie nadążam za jej słowotokiem.

Jest fajnie.