Coś dla ciała i umysłu

Kochane chłopaki jeszcze nie wyczerpali limitu świętowania moich urodzin!

Miałam zaplanowane 2 koncerty Meli. Niestety przepadły mi ze względu na tygodniowy wyjazd do Ciechocinka.. ale czy to jakiś problem? Nie dla mojego brata! 😀 Lada moment mieliśmy bilety na wydarzenie w Olsztynie. I pomyśleć, że dosyć niedawno dojechaliśmy tam rowerami 😉

PIĄTEK 18.11.2016

PBrat taki szczęśliwy :Do kinezie na Kapuściskach jak wariat jechałam szosą do mieszkania. Wzięłam szybki prysznic, parę rzeczy do torebki i bezpośrednio szybkim krokiem na PKP. Mario dołączył na dworcu Torunia Wschodniego, dalszą podróż przegadaliśmy.

zadowoleni, bo blisko :D

Do centrum kultury dotarliśmy z małym zapasem czasu. Zaraz na wejściu zwróciła nam uwagę ochrona. Do budynku nie można było wnosić jedzenia. Wytłumaczyliśmy im, iż jesteśmy dojezdni, a po koncercie czekamy do 5 nad ranem na pociąg i bądź co bądź, jedzenia nie wyrzucimy. Dogadaliśmy się, zostaliśmy wpuszczeni.

 

Nastawiłam się na dzikie tańce, a pod sceną ustawione krzesła. Udało się usiąść w trzecim rzędzie blisko środka. Czad! Mela zagrała stare kawałki w nowej aranżacji. Tematem przewodnim były światła, naprawdę robiły wrażenie. O tym jak piosenkarka nas stojących w kolejce na końcu po autograf pierwsza przytuliła olewając cała resztę ludzi pisał Mario. Tylko to się serio normalnie nie zdarza xD miło bardzo! Kochana <3

Trochę creepy xd

Nagadać się nie mogliśmy. Dostaliśmy też zakładki, które normalnie trzeba by było kupić 🙂 oczywiście nie zapomnieliśmy o fotce, a właściwie Mela ja zaproponowała 🙂

Mając cała noc przed sobą postanowiliśmy pozwiedzać. Stare miasto naprawdę cudowne. Wygrywa wszystkie jakie do tej pory widziałam.

 

Zjedliśmy pizzę na grubym cieście popijając colą w przytulnym lokalu. Nie zabrakło też psycholi. Jeden patologiczny punkowiec z niebieskim irokezem towarzyszył nam na mieście i rozbijał nogą drzwi do żabki. Z kolei w drodze powrotnej koło pierwszej nie mogliśmy dotrzeć do dworca. Uciekaliśmy przed chorym psychicznie człowiekiem z walizka. To nie jest zabawne. Chodziliśmy na okrętkę, co chwilę zmieniliśmy stronę ulicy, kitralismy się za kościołem albo musieliśmy kucać w zaułku. Kiedy myśleliśmy, że pozbyliśmy się problemu, zza szyby na pkp znowu pojawił się on! Chwyciłam Mariusza za rękę i biegliśmy dopóki nie spotkaliśmy ochroniarza. Uff..

Spaliśmy na zmianę po godzinie u siebie na ramieniu. O 4 podjechał pociąg. Zamknęliśmy się w przedziale i w końcu było cieplej. Droga minęła bardzo szybko. Przebudziłam się z 5 razy może? Na wschodnim czekał rower dojazdowy kimirsona. W jego mieszkaniu tylko rozebraliśmy się z ciuchów żeby dalej spać 🙂

SOBOTA 19.11.2016

O 14 wygramoliłam się z łóżka. 50 minut później miałam pociąg powrotny do Bydgoszczy. Chciałam iść na pieszo, ale Mario chciał mnie odwieźć, bo padał deszcz. Okej! 😀

Puściliśmy jeszcze parę piosenek, wszystko bez spiny. Znieśliśmy terminaatora z klatki na zewnątrz. Ruszamy. Halo. Coś jest nie tak. Koło skrzywione.. oj xD na PKP biegłam, bo umówiłam się z Danielem. No i co, śmierdząca rzuciłam mu się na szyję 😀

Sobota była naszym dniem sprzątania w mieszkaniu, więc trzeba było wrócić. Uwinęliśmy się fest szybko!

Spać poszliśmy prędko, gdyż kolejnego dnia czekała nas podróż do Poznania!!!

 

NIEDZIELA 20.11.2016

Wstaliśmy jakoś koło 4 robić naleśniki. Wpół do 6 spalam już na kolanach Daniela w wagonie 16. Umiejętność zaśnięcia w każdych warunkach uważam za jedną z moich lepszych cech 😀

Centrum wydaje się być coraz bardziej znajome 🙂 przesiadka w tramwaj z numerem 8 i po kilkunastu minutach jesteśmy pod wejściem do term Maltańskich. Od bardzo miłej pani dostaliśmy żółte zegarki umożliwiające wejście do aquaparku oraz saun.

Pokierowaliśmy się w stronę szatni, wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i już mogliśmy korzystać z atrakcji. Na pierwszy ogień masaże wodne, prądy, wodospady, bąbelki. Potem każda ze zjeżdżalni po kilka razy. Wypłynęliśmy też na zewnątrz. Na sam koniec odkryliśmy ściankę wspinaczkowa niedaleko wyspy piratów. Woda wyciągnęła z nas energię! Czas coś zjeść oraz wziąć xaomi żeby porobić fotki!

W okolicach 13 atakowaliśmy sauny. Na początku było ciężko ze świadomością ze pod ręcznikiem jestem kompletnie naga.

Weszliśmy do pierwszej. 100% wilgotności, milion stopni Celsjusza. Kompletnie zapomniałam jak wyglądam, chciałam przeżyć XD Doszły mroczki przed oczami, musiałam wyjść. Kubeł zimnej wody. Okej. Jestem gotowa na następną. Organizm przeżył szok. Zaczęliśmy jeszcze raz stopniowo zwiększając parametry. Rozluźniałam się, zamykałam oczy i miałam wywalone na innych. Chociaż czułam ich wzrok na sobie. Fizjo jednak zmienia człowieka 😉

Pomieszczeń o rożnym wystroju było luźno ponad 10. Byliśmy w każdej. Łącznie ze dwiema na dworze. Jacuzzi urządzę sobie w domu jak się pobuduje, mega frajda 😀

Na sam koniec zostawiliśmy wodne łóżka oraz nagrzewane kamienne ‘fotele’ ustawione wkoło fontanny. Oczyszczeni z toksyn wróciliśmy do rzeczywistości w o wiele lepszym humorze. Trzeba to jeszcze kiedyś powtórzyć 🙂

Przedział nam się trafił wesoły. Graliśmy z młodymi chłopakami najpierw w kalambury ze zgadywaniem tytułów filmów a potem w tabu na wibrującym od dwóch dni telefonie 😀

Wysiadając zrobiłam chłopakom przez okno na zewnątrz dyskotekę lampkami od roweru. Mam nadzieję, że nie ostatni raz widziałam wasz uśmiech. Pozdrawiam gorąco!


Na polskim zawsze kazali pisać rozprawkę o tym, że pieniądze szczęścia nie dają. Ale jak inaczej znaleźć się w takich fajnych miejscach? Jak doświadczyć czegoś nowego? Przeżyć COŚ, a nie tylko ledwo wiązać koniec z końcem? Myśląc o rachunkach, węglu na zimę czy chociażby produktach na obiad? Psuje się tylko zdrowie psychiczne, można dostać wrzodów. Długi temat, ale jeśli tylko człowiekowi nie uderzy woda sodowa do głowy to nic tylko się cieszyć.