Stara dupa jestem

Ostatnie naste urodziny zaczęłam świętować równo na miesiąc przed! Kto mi zabroni ^^ Daniel zdał prawko za pierwszym razem! Jak na 6 błędów to naprawdę instruktor musiał go polubić 😀 bardzo miły wieczór spędziliśmy. Zaraz po NOCNYM wykładzie do 21 dostałam bukiet róż, zjedliśmy kolorowe pączki i wypiliśmy szampana. Jeszcze raz gratulacje!

 

Pod urodziny podpinam też wyjście do kina w Fokusie (bo oficjalnie na randkę jeszcze nigdy nie poszliśmy XD). Wcześniej zdążyliśmy pobiegać z Ags, zrobić parę ćwiczeń, rozciągnąć i w końcu wziąć prysznic. Elegancko wystrojeni ruszyliśmy na film pt.:,,Asy bez kasy”. Spodobał mi się! Bardzo przyjemny do oglądania, na rozluźnienie. Nie trzeba było myśleć. Opowiadał o tym, że z miłości zrobi się wszystko. Taka tam manipulacja kobiety . Acha, zjadłam najdroższe nachosy w moim życiu ; x

 

Kolejny był bieg niepodległościowy w Poznaniu. Niech prawda wyjdzie na jaw – zapisaliśmy się tylko dla medalu w kształcie miecza oraz koszulki 😀 no ale najpierw dyszkę trzeba było przebiec ; o Pierwotny plan był taki, że popołudniu uderzymy do aquaparku na saunę, ale w tym samym czasie mama chciała zorganizować imprezę niespodziankę. Nie chętnie poprosiłam Daniela o odwołanie super regeneracji. Tamta ostatecznie nie wypaliła całkowicie i cały czas jest mi strasznie strasznie smutno z tego powodu. Zawsze kiedy się umawiam to nie odwołuje. Złamałam te zasadę. Nigdy więcej.

Pociąg mieliśmy o 5:24. Teraz stwierdzam, iż była to genialna decyzja żeby jechać tak wcześnie. Późniejszym nic byśmy nie zdążyli zrobić. Organizatorzy chyba nie zdali sobie sprawy ile to jest 10 tysięcy osób w rzeczywistości. Kolejki po odbiór były kilometrowe już od 7 rano. Na szczęście od kolegi ze studiów dostaliśmy info o odbiorze koszulek z depozytów. Po przebraniu w bardziej odpowiednie ciuchy mieliśmy godzinę na startu. Wizytę w łazience też odpuściłam, 2 toalety na cały ośrodek. Toi toje w centrum wydarzenia też dawały radę 😀
Na miejscu spiker zagrzewał do walki. Londyński autobus upiększały czilliderki z pomponami. Atmosfera super. Temperatura na minusie, pada śnieg, a każdy z bananem na mordzie. Zostawiłam Daniela gdzieś z przodu i ruszyłam do mojego sektora E 😀 Ludzie wokół obcy, nie szkodzi 🙂 podzieliliśmy się na połówki jezdni osobno białymi i czerwonymi koszulkami, utworzyliśmy cudowną flagę. 10 minut. Włączyłam sobie na spokojnie stravę, parę skoków z nogi na nogę, hymn, lecimy!
Stoję w miejscu, co jest? No tak, najpierw czoło 🙂 Za czujnikami się bujnęliśmy. Pierwsze dwa 2 km biegłam obok pana za dwiema dziewczynami. Zaczęły się niestety oddalać, musiałam zostawić mojego kompana. Do 5 km wyprzedzałam aż podsłuchałam pewną rozmowę. Pewna paczka chciała utrzymać tempo i zmieścić się poniżej godziny. Cudownie! Normalnie bym napisała, że wskoczyłam im na koło, ale jak to jest w bieganiu? Trzymam się łydek? 😀
Na ósmym zaczęli jeszcze bardziej przyśpieszać. Tętnomierz 190 lekko. No kurczę. Znowu mam odpuścić? ; / okej, 1 km samotny. Na ostatnim dałam siebie wszytko nie patrząc już na nic. Udało się!!! 😀 Życiówka!

Kolejna kolejka po medal, rogala marcińskiego oraz wodę. Jakimś cudem znalazłam się z Danielem. Wróciliśmy się przebrać coby nie zamarznąć. 3 wolne godziny spędziliśmy na zwiedzaniu i okupowaniu straganów.

No i wracaliśmy do Bydgoszczy, chociaż nie chciałam. Cała ekipa z Czernikowa odpadła głównie z powodu przyjaciółki, która musiała wrócić, bo chłopak jej nie pozwolił jechać. Angela dostała zaproszenie na obiad do teściowej, trzeba iść. Pomijam ludzi, którzy mieli całkowicie inne plany, ale odwoływać w dzień wyjazdu albo będąc już w drodze? No cóż. Tego dnia nie zawiodła tylko Aga. Zrobiłyśmy razem gyrosa, bo zdążyłam się tylko wykąpać i piliśmy zdrowie w trójkę z Danielem. Ostatecznie beznadziejne urodziny przeistoczyły sie w naprawdę fajne. Położyłyśmy się razem spać, a rano nawet tak całkiem 🙂

 

Sobota od maja zarezerwowana była na koncert Agnes Obel z Mariuszem w Warszawie. Ciapociągiem przetransportowałam się do Torunia, gdzie na wschodnim odebrał mnie rowerem. Założyłam sukienkę, kimi garnitur i koło 16 autośką pomknęliśmy do Stodoły. Śpiewów w samochodzie nie brakowało! Pod klubem byliśmy nawet z małym zapasem czasu. Trochę on mi poopowiadał, trochę ja jemu. Oj za rzadko się widzimy 🙁 tyle zaległości!


Okej, otworzyli salę koncertową. Miejsca były numerowane. Usiedliśmy w 3 rzędzie po prawej stronie niedaleko niemiłosiernie wnerwiającego wentylatora..
Równo o 20 na scenę weszła piękna, drobna kobieta z gitarą. Lisa Hannigan. Zaczarowała mnie. Myślałam, że tak jak w przypadku raperów głos na płycie jest perfekcyjny, a na żywo ledwo łapią oddech żeby wejść w kolejny wers. Tutaj było zupełnie inaczej. Nie mogłam się na nią nasycić. Ani oczu, ani uszu. Coś niesamowitego. Jeśli suport jest na takim poziomie, to co będzie za chwilę?


Kolejno wychodził skład Agnes ustawiając sprzęt. Wentylator ucichł. Wybiła 21.
4 dziewczyny ubrane w podobny sposób zaczęły show. Chaotyczne czerwone światła wprawiły w niepokojący nastrój. Bałam się, serio! No a potem usłyszałam głos Agnes. Rozpłynęłam się… Wszystkie piosenki znałam, kołysałam się w rytm, wyciszałam. W ogólnie nie czułam obecności innych ludzi. Nawet o Mariuszu czasem zapominałam. To tak jak leżeć w swoim pokoju z muzyką i zamkniętymi oczami. Z tym, że tutaj widziałam Agnes! Na żywo! Parę metrów dalej! Wszystkie jej grymasy twarzy czy delikatne tupanie nogą..
Wywalczyliśmy bis, 3 fenomenalne utwory. Dziękuję Mario <3

 

Droga powrotna była dosyć stresująca. Nie chcąco zapomnieliśmy zatankować. Najbliższa stacja nieczynna. Zostały 4 litry paliwa. Kolejny lotos za 36 km według nawigacji. Podjeżdżamy. Dystrybutor nie działa, wołamy obsługę. Dopiero czwarty uratował nam tyłki. Żeby nie zasnąć śpiewałam Organka od Łodzi do Torunia.

Kolejnego dnia – w niedzielę – wstałam po 12. Zdmuchałam 20 urodzinowych świeczek na torcie i razem z mamą zrobiłyśmy przyjemną rundkę na rowerach. Z życzeniami zadzwonił Przemek. Pijemy? Jo!

Wieczorem poszliśmy w tango, na chwilę niespodziewanie zajrzała rodzina. Nie wiem jakim cudem dotarłam o 5 rano na pociąg, ale całą terapię manualną sączyłam wodę 🙂