340 godzin szosowania

W poprzednim roku spędziłem 340 godzin na rowerze co dało 194 wycieczki i ponad 8300 przejechanych kilometrów. To był najbardziej intensywny rok jaki kiedykolwiek przeżyłem, czas na przypomnienie sobie fajniejszych chwil, bo trudno wybrać coś “najlepszego”! 🙂

Tu i tam, czyli ponad 8300 km

Skończenie i rzucenie studiów jednocześnie

Nikt normalny w mojej sytuacji nie rezygnowałby z magisterki. Nie dość, że pewnie dalej żyłbym na kasie ze wszystkich możliwych stypendiów naukowych (serio to nie są małe kwoty przy zebraniu tego do kupy), a dodatkowo proponowano mi związanie się z uczelnią. To daje obraz kontynuowania nauki, jak ja to nazywam “książkowej”, do co najmniej 30 roku życia. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka, z jednej strony byłbym ustawiony i martwiłbym się jedynie raz na rok przy ocenach końcowych, a z drugiej kontynuacja tego wszystkiego… Nie, nie, nie! Uwielbiam zdobywać wiedzę, ale praktyczną – stąd moja rezygnacja z tego stylu życia i pożegnanie się ze świetną ekipą znajomych. To był początek roku, obroniłem się w pierwszym możliwym terminie zdobywając dwie piąteczki i obrałem inny kierunek, nie studiów, a życia. Rodzinka była co najmniej zaszokowana. Co cóż, teraz mogę ocenić czy to był dobry wybór, ale to gdzieś pod koniec wpisu.

Inżynierka

Bajkfitting

Każdy wie, że choruję na Treka. Jakoś po nowym roku do Salonu przyszła maszyna do ustawiania rowerków, więc z jej skorzystaliśmy – najpierw ja, potem Kinga. Rower stał się jeszcze bardziej niebieski za sprawą owijki, a dopasowanie jest idealne.

Trek Precision Fit

Szosowanie w Poznaniu

Mirko i #rowerowyrownik łączy ludzi, czego efektem była jazda wokół Poznania. Wyszło 190 km w ekstremalnym tempie 29 km/h. Kolejnego dnia zamiast umierać przez zakwasy (bo ich nie było, ha!) objechałem miasto z Pat. Poznań to nie Toruń pod względem wielkości czy atrakcji, więc nagadaliśmy się co niemiara.

Poznańska ekipa

Velo z Mirasami

Tak, tak, znowu Mirko łączy. Przyjechała do nas ekipa z Krakowa, aby wspólnie wziąć udział w Velo. Oprócz Rafała, Tomka i Mateusza nocowaliśmy jeszcze Karola. Impreza z Kwiatkiem mogłaby być cieplejsza (już mniejsza o cholerny rant), ale nie ma co, to był bardzo kolarski weekend!

Zamek zdobyty!

Bieganie branży HVAC

Chwilę po Velo prezes zaproponował bieg na 10 kilometrów w zawodach dedykowanych dla branży HVAC. Myślę, że poszło nam nie najgorzej (biorąc pod uwagę, że nie biegam regularnie), drużynowo zajęliśmy 4 miejsce, a byłem jakoś ~50 na ~350 osób. W 2016 walczymy o pudło, bo to chyba jedyna kwalifikacja, która ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

Ramię w ramię z prezesem

Torowanie

Na tor pojechałem z… Mirkiem, czyli Michnicem. Potwierdza się powiedzenie, ze Wykop to Fejsbuk dla ludzi bez znajomych – coś w tym jest. 😉 Jazda w kółko z dyskiem i z ekipą 4F Racing Team to było niesamowite przeżycie. Potem odwiedziłem tor jeszcze raz, ale z mamą, Kingą i Danielem – cały obiekt tylko dla nas. Kiedy kolejne kręcenie po deskach? JUTRO! 😀

Tor!

Stożki

Nie ma jednoznacznego stwierdzenia po co mi do życia stożkowe koła. Równie dobrze można napisać, że rower też nie jest mi potrzebny. Dobra, spróbuję odpowiedzieć na to pytanie: bo tak! 😀

Niebieskie, no bo jakie inne?

Trening z TTC i Copernicusem

Podobnie jak w 2014 roku, pod koniec sezonu Rafał i ekipa zorganizowali największą lokalną zgrupkę. I podobnie jak wtedy odpadłem na samym początku samotnie jadąc dwa kółka. I co? I nic! Fajnie się potem gadało i strzelało foty 😀

Silne chłopaki

Poznań po raz drugi

Poznań mnie przyciąga, ale zamiast pociągiem pojechałem rowerem. Kilkadziesiąt kilometrów przed miastem na przywitanie przyjechał Miras Hofier i jego “dopiero-co-zszosowany” kolega. Nie było żadnych nocek, jeszcze odpowiedziłem Patryka, wspólnie wypijając herbatę i po godzinie 17stej siedziałem już w pociągu powrotnym do Piernikowa.

Koło polibudy

Golubski maraton na rowerze z amorkiem

Zgodnie z powiedzeniem “znaj wroga swego” wypróbowałem swoich sił na rowerze z amortyzatorem pożyczonym od Daniela. Sama atmosfera, ludzie i pogaduchy była zacna, ale dalej nie rozumiem idei ciężkich rowerów do terenu. Wolę pobiegać 😉

Rowery z amorkami

Kongres Kolarski

Amatorów zawsze ciągnie do profesjonalistów. Na kongresie mogliśmy zobaczyć kolarzy, których losy przez cały rok śledziliśmy na internetowych streamach (ja) lub telewizornii (mama i Kinga), fejsbukach itp. itd. Dwa dni przepełnione historiami, rozmowami i zdobywaniem autografów. Ale zaraz, zaraz… Cień Wykopków sięga od gór aż po morze, więc poznaliśmy nowego Mirasa i umówiliśmy się na szosowanie, gdy nadejdą cieplejsze dni.

Autografy

Automatyka!

Tysiące przejechanych kilometrów, setki godzin programowania, dziesiątki dni delegacji i od podstaw zautomatyzowane dwa duże obiekty – stadion w Łodzi oraz Jordanki w Toruniu. Do tego doliczę grzebanie w instalacjach biurowca WP.pl we Warszawie czy na hali widowiskowo-sportowej na Bema. Podoba mi się to, bo robię co lubię i jeszcze dostaję za to pieniądze. Wiadomo, czasem działam pod ogromną presją, czasem zdarza mi się zrobić coś gorzej, ale jako totalny świeżak (wdrożenie do branży HVAC trwa latami) w kilka miesięcy udało mi się osiągnąć wiele. Bo tych budynków nie traktuję jako “jedź, zrób, zapomnij”, tylko realnie dbam o “jakość programową” automatyki. Wiem, że wiem mało i dążę do pogłębiania swojej wiedzy – nie mylić tego z wyścigiem szczurów, bo to nie korpo. Bardziej rozwój osobisty, gdyż masa osób po studiach magicznie “zapomina” o zdobytej wiedzy lądując na kasie. Znam realia życia w Polsce, nie jestem oderwany od rzeczywistości, więc tym bardziej doceniam, że moja głowa powoli, z dnia na dzień nie degraduje się.

Jordanki

Jazda z pro

Pogoda w okresie świątecznym nas rozpieściła, codziennie można było jeździć na rowerze w komfortowych warunkach. Udało mi się przejechać z Przemkiem, który kręcił na totalnym luzie, a ja z każdym kolejnym kilometrem coraz bardziej słabłem. Przeżyłem co prawda, jednak w domu padłem i nie powstałem 😀

Z Przemkiem

Plany na 2016 rok

Co dalej? Jeszcze więcej kręcić, a gdzie i z kim to się zobaczy 😀 Nie ma sensu planować tylu rzeczy do przodu, bo przecież i tak wszystko wychodzi spontanicznie.