Podsumowanie 2015 – przeżyjmy to jeszcze raz!

Czy miniony właśnie rok uważam za udany? Oczywiście! Śmiało mogę powiedzieć, że moje życie wywróciło się do góry nogami, dlaczego? Prześledźmy wspólnie najważniejsze dla mnie momenty 🙂

 

STUDNIÓWKA

Po lewej ja z Dawidem, a z prawej Mario i Anka

Po lewej ja z Dawidem, a z prawej Mario i Anka

Po dwóch imprezach tego typu jako osoba towarzysząca w końcu doczekałam się własnej. Odbywała się w dzień szczególny, bo Walentynki. I kogo by tu wyrwać? Ano najlepszego kumpla z osiedla, Dawida!
Ubaw był po pachy, tańców dużo, a jedzenie dobre!
Uwaga, wisienka na torcie – Anka z klasy zaprosiła mojego brata! 😀

 

FERIE W SALONIE ROWEROWYM KWIATKOWSKI

DCIM100GOPROGOPR0162.

Od lewej: Paweł, Dawid, Mario, ja, Arek, Irek

Ferie oznaczają 2 tygodnie wolnego. Zapytałam właściciela Salonu Rowerowego, Pawła Kwiatkowskiego, czy mogę od tak na luzie sobie przychodzić i spędzić trochę czasu z chłopakami na warsztacie. Bez problemu!
Stała się tu rzecz niebywała. Po zaledwie dwóch tygodniach wspólnego skręcania rowerów zostałam parą z Danielkiem. I pomyśleć, że gdybym nie wybrała się z Mariuszem po kask jeszcze na ulicy Podmurnej to do niczego by nie doszło! Jamiskę oddam tylko w ręce Arka i Dawida. Dobry sprzęt zawsze poleci Irek. Jak bike fitting wyłącznie Paweł, a z szefem lubię po prostu pogadać 😀
Nie wiem co ja bym bez nich wszystkich zrobiła <3

 

RUNDKI Z PRZEMKIEM

przejażdżka zawsze dobra na początek znajomości :)

przejażdżka zawsze dobra na początek znajomości 🙂

Wiadomo jak to jest ze stravą. Każdy tylko patrzy komu by tu zabrać KOMa na podjeździe i czeka na dobre wiatry. Analizując trasy Przemka Sobieraja myślałam ‘kurde, ten koleś jest naprawdę mocny’. Nie zorientowałam się, że mam do czynienia z zawodowcem!
Jak się poznaliśmy? Całkowicie przypadkowo pod Kopcem w Toruniu podczas witania Kwiatka po zdobyciu tęczowej koszulki w Ponferradzie 🙂 Minęłam go z naprzeciwka, twarz wydawała się znajoma. No i musiałam się wrócić, bo zaraz by mi uciekł! Serio, nie byłabym sobą gdybym nie zagadała xD
Pierwsza wspólna przejażdżka przypadła pod koniec marca, gdzie chyba większość czasu przegadaliśmy na ławce jedząc rurki i łagodząc pragnienie puszką pepsi (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■) Mimo że moje tempo nie jest dla niego powalające to już będzie dobry rok jak wychodzimy jeździć razem nadal. Cieszę się bardzo, bo żeby ze mną kręcić trzeba być naprawdę cierpliwym, a ja zanim się zdążę zorientować mam już osłonę od wiatru!
Jako ciekawostkę dodam, iż pijemy też taką samą herbatę w granulkach ^^

Z tego miejsca chciałabym jeszcze raz podziękować za każde wyjście, cenne rady i kartkę od Wiśni z imienną dedykacją!!

 

BIKE FITTING

Mario

Mario

Nie spodziewałam się za dobre wyniki na maturce prezenciku, ale Mario z Pawłem uknuli spisek. Konkretna data, godzina – mam być w salonie z rowerem. Oksik!
Co się okazuje później? Rower ulega transformacji, a ja jestem ustawiana jak zawodowiec. Czy jest różnica? Zaraz po wyjściu poprawiłam podjazd w Jedwabnie, ale do rzeczy. Poprawienie pozycji pozwoliło mi uniknąć możliwych bólów pleców czy kontuzji. Jest mi przede wszystkim wygodnie siedzieć po kilka godzin w siodle. Pragnę podkreślić, że inicjatywa wyszła od strony Pawła, a po drugim spotkaniu i suchej teorii ruszyliśmy całą salonową ekipą w teren obadać efekty.

 

VELO

ccc

 

Forma jest to i na zawody trzeba się wybrać, nie? 😀
Zgadza się, tylko termin trochę słaby. Przeplatałam matury z treningami na rowerze, a od razu dzień po Velo miałam ustną z polaka. Jednak kto by się tym przejmował kiedy z Twojego domu robi się noclegownia dla kolarzy z Krakowa, czyli Tomka, Mateusza i Rafała (objechał Polskę rowerem) oraz Karola z Cekcyna? Nie ja 😀 Po wspólnej rundce na Golub-Dobrzyń zarówno endorfinki jak i morale skoczyły do góry ;P
Na zawodach jechałam jak jeszcze nigdy nie czując przy tym zmęczenia, adrenalina zrobiła swoje. Wykręciłam 3 miejsce w swojej kategorii!
Maturkę też zdałam, tyle wygrać! ^^

 

PRZYSTANEK TLEŃ

Tleń, super ekipa

Tleń, super ekipa

Po męczarniach związanych z nauką spakowałyśmy z mamą rowery do samochodu i pojechałyśmy wypocząć na 3 dni do Borów Tucholskich. Pamiętam godzinną katorgę na brukach, wywrotkę, spokój w lesie, zieleń, piękno przyrody albo śniadania na huśtawce <3
Czegoś Ci tutaj brakuje? Kolarskiej zgrupki? Trafione, zatopione! Też była 😀 Zorganizował ją nasz bardzo dobry znajomy, wspomniany wyżej Karol. Ten człowiek nie zna granicy bólu. Czy to everesting czy inne wyzwanie, za wszystko za co się zabierze daje 200% serca i jest najlepszy. Wieczny szacuneczek!
Na miejscu skorzystałam z okazji żeby wyciągnać na rower przyjaciela z liceum. Co 80 km wykręcił to jego, mikrouszkodzenia mięśni też xD

 

TOUR DE FRANCE CHALLANGE

Toruń, bulawry

Toruń, bulwary

Pewnego lipcowego dnia dołączyłam na stravie do wyzwania. Polegało ono na tym, żeby przejechać połowę Wielkiej Pętli (1680 km) w tym samym czasie co zawodowy kolarze (3 tygodnie). Z perspektywy czasu stwierdzam, że to było okropne. Dzień w dzień wstawałam niekiedy o 5 żeby uniknąć upałów… Na początku było super – nogi świeże, dużo energii. Potem jakby słabłam, ale nie poddałam się, chociaż moje nastawienie się zmieniło. Zaczęłam liczyć kilometry. Ile muszę zrobić, o której godzinie wrócę do domu. Pod koniec naprawdę potrzebowałam odpoczynku. Dumna z siebie jestem bardzo, ale nigdy więcej.

 

TOR W PRUSZKOWIE

ten moment kiedy myślę, że zostanę torowcem

ten moment kiedy myślę, że zostanę torowcem

Mój pierwszy raz na ostrym kole! Ileż radochy z zapierdzielania w kółko! Tu wjazd, tu zjazd, wyprzedzanie i leeecisz ile pary w nogach! Przestać kręcić nie możesz, hamować też.
W razie gleby nie zakładałam stroju CCC, ale na szczęście nikomu nic takiego się nie przytrafiło.
Zaraz po wyjściu ubzdurałam sobie, że zostanę torowcem. Szybko zmieniłam zdanie po obejrzeniu tego filmiku podczas drogi powrotnej do domu. Nie chciałabym mieć grubych nóg xD

 

WYPRAWA NAD MORZE

przyjemnie moczyć nogi po 200 km!

przyjemnie moczyć nogi po 200 km!

Moje ulubione zdjęcie.

Inaczej się idzie na plażę mając ponad 200 kilometrów ze średnią 25 w nogach, wierzcie mi.
Dla jednych wyprawa z Torunia do Gdańska rowerem jest całkowicie nierealistycznym do zrealizowania pomysłem, dla nas to oczywiście dobry trening oraz świetna zabawa.
Wyjazdu trochę się cykałam, bo taki dystans pokonałam wcześniej tylko raz, wokół komina.
Ale jak to mówią – najważniejsza jest głowa. Im bliżej byliśmy tym lepiej się czułam O.x
Rowery zostawiliśmy u Kaliny (super znajoma za czasów kostki rubika), zjedliśmy po kebabie, później kierunek -> WODA!! Przygotowania nie poszły na marne. Warto było się męczyć 🙂
Powiem Wam jeszcze, że złapać 2 gumy lecąc jak na złamanie karku na ciapociąg powrotny to nie jest kolorowo. Wręcz tragicznie… Z opresji uratował mnie nie kto inny a mój luby!

 

TRENING KWALIFIKOWANY

Z Rafciem zawsze na propsie!

Z Rafciem zawsze na propsie!

Kolejną szczytową formę przygotowałam na trening kwalifikowany niedaleko mojej miejscowości. Dzięki temu mogłam obczaić trasę na pamięć i odpowiednio wcześnie zacząć katować górki.
Głową całego przedsięwzięcia był wszystkim znany Rafał Szturo. Człowiek, którego nie trzeba się pytać o zajęte miejsce, bo zawsze jest pierwszy, wiecznie uśmiechnięty i wesoły 😀
Bardzo się ucieszyłam, gdy właśnie na treningu przed startem wręczył mi różowe skarpetki Szymonbajka oraz pozwolił wystartować drugą grupę uczestników. Poza tym zawsze mile wspominam pierwszą wspólna jazdę w urywający głowę wiatr (obstawa do Czerniksa (nawet z Karolem)) prowadzenie na czele w parze do Bydgoszczy, pogawędkę podczas maratonu MTB w Golubiu-Dobrzyniu czy specjalna nawrotka żeby odprowadzić do kerfa. Każdy kudos na wagę złota! Podziwiam, szanuję i życzę dalszych sukcesów!!

 

MOJE URODZINY

12309757_1656662467909037_7462410133816564865_o
Nie sądziłam, że to prawda – czas po 18-nastce naprawdę leci szybciej. I choć teraz rocznikowo mam już 20(!!!) to na pocieszenie w sklepie zawsze pytają o dowodzik, a nieznajomi zaniżają wiek 😀

W tym roku ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu niespodzianki od chłopaków były związane (uwaga, uwaga!) z kolarstwem! No kto by pomyślał ^^

Zaczynając od Daniela muszę się pochwalić przecudowną kolekcją autografów między innymi od ekipy CCC, Avtive Jetu, Katarzyny Niewiadomej (dodatkowo nogawki, rękawki, czapaja) oraz wielu innych wybitnych kolarzy. Oprócz tego oczywiście pięknie pachnący bukiet kwiatów.
Dla niektórych może być dziwne dlaczego cieszę się z takich rzeczy, ale 1000 razy bardziej docenię coś w co ktoś włożył całe serce, poświęcił swój czas niż poszedł na skróty i kupił gotowy prezent spakowany przez kasjerkę w sklepie. Daniel posegregował wszystko sam, ułożył w kształcie serca, a dodatkowo kartki, które otrzymałam podpisywali podziwiani przeze mnie ludzie zdający sobie sprawę z urodzinowego planu.

Druga sprawa – I Kongres Kolarski w Sopocie. Gdyby nie mój brat Mariusz, nie byłoby mnie tam. Genialna okazja do posłuchania od podszewki o codziennym życiu drużyn, podstawach treningu, regeneracji, czy najprzyjemniejszym – jedzeniu 😀
W niesamowity nastrój wprowadzali znani wszystkim komentatorzy eurosportu – pan Jaroński oraz pan pROBOSZ. Z czego się najbardziej raduję to to, że mogłam zamienić parę słów na osobności z masażystą Michała Kwiatkowskiego oraz Mistrzem Polski – Tomaszem Marczyńskim, który okazuje się być wielkim śmieszkiem co widać na powyższym obrazku ^^
Jako prelegenci wystąpili również polscy zawodnicy Tinkoffu, czyli Majka, Bodnar i Poljan. Do ostatniego z nich odważyłam się odezwać na forum. Chyba oboje mieliśmy dosyć pytań zadawanych przez publiczność o waty. Jak Paweł sam mówi – w ogóle nie analizuje swoich treningów, nie obchodzą go te liczby.
Na postawie wykładów napisałam sporo wartościowych notatek, a sam Kongres zakończył się miłym akcentem, gdyż spośród uczestników zostałam wylosowana do odebrania upominku w postaci żelów energetycznych!

 

Podsumowując największym przełomem jest całkowita zmiana otoczenia ze względu na wyprowadzkę do Bydgoszczy (studia), a podczas wszelakich trudności i stresujących wyzwań typu wyścig albo maturka cały czas mam ukochaną osobę przy boku oraz wsparcie rodziny, przyjaciół.
Liczba przejechanych kilometrów satysfakcjonująca, bo ~9 500 🙂
Z czego najdłuższa trasa prowadziła nad morze – 205.5 km

2015

2015

 

 

Co się wydarzy w 2016 roku? Też chciałabym to wiedzieć 😀

Pozdrawiam, Kinia ^^