Moje miejsce na Ziemi?

:)

W tym roku miałam do rozważenia spory dylemat. Tego samego dnia odbywała się druga edycja Bydgoszcz Cycling Challenge i bieg Graja w Łobżenicy u Agnieszki. Obiecałam jej, że przyjadę i będę kibicować. Z drugiej strony ten wyścig rowerowy miał być takim, na którym bym startowała co rok.. Nie wiedziałam co zrobić. Może jakoś to połączyć? Zdecydowałam się jednak udać do najlepszej przyjaciółki na wieś. I wiecie co? Przestałam żałować w tym samym momencie, kiedy zajechaliśmy w bramę i przywitał mnie przeuroczy piesio o imieniu Bobuszek.

Poznałam wspaniałą rodzinę. Pełną miłości, szacunku do siebie nawzajem, dobra, uśmiechu oraz gościnności. Ciepło mi się robiło na serduszku, kiedy mama Agnieszki wyglądała przez okno na męża oraz syna, szykowała ciasto i parzyła na stół kawę. A oni.. jakby całkowicie niezmęczeni pracą przychodzili weseli, stwarzając wspaniałą atmosferę. Mimo że dla nich dzień trwał praktycznie całą dobę to odpoczynkiem nie było leżenie z wyciągniętymi nogami czy siedzenie w telefonie, tylko właśnie wspólny czas przy stole, rozmawiając. Tak rzadko jest to spotykane…  Chciałabym być w przyszłości taką dobrą gospodynią. Sprawić, żeby każdy poczuł się u mnie jak w swoim domu.

 

 

Ciężko mi opisać jak bardzo odpoczęłam u Ags. Mój czas mógłby się tam zatrzymać. Obcowanie z naturą dodawało mi ochoty do życia. Tym bardziej, że nie było tam zasięgu i wcale nie patrzyłam na zegarek. Jedynym określeniem czasu było “za chwilę będzie kawa”. Potem ledwo się ruszałyśmy, ale pokonywałyśmy lenia i wychodziłyśmy na rower. Pogoda dopisała bardzo! I nie było by mnie tam, gdyby Agnieszka mnie nie zaprosiła. Myślałam, że najbardziej wartościowe przyjaźnie zawiera się w dzieciństwie, ale nie. Na studiach też 🙂 i cieszę się bardzo, bo Agnieszka jest wspaniałą osobą. Miło jest wymieniać się nadgryzioną bułką, leżeć razem na molo słuchając ulubionych piosenek i nie wstydzić się  śpiewać, opowiadać o swoich sekretach, uczuciach, upodobaniach.. słuchać i rozumieć siebie nawzajem! Poza tym nie każdy wytrzyma ze sobą 5 dni razem non stop <3

Na bieg Graja przyjechało też kuzynostwo Ags, więc na łobżenicki rynek uderzyliśmy całkiem sporą gromadką! Miałam wrażenie, że dla wszystkich mieszkańców te wydarzenie było odskocznią od codziennych obowiązków. Z resztą kościół rano też był wypełniony po brzegi. I fajnie, bo nikt nie udawał, że kogoś nie widzi tylko z daleka pozdrawiał albo podawał dłoń. Kiedy Aga z Jarkiem wystartowali na 10 km (2 okrążenia po 5 km) to całą resztą poszliśmy zjeść pyszne lody. No i w sumie kiedy Adze na mecie stuknęła połowa stało się coś czego nie planowałam – dołączyłam się do niej 😀 Potem sobie uświadomiłam, że bardziej mnie cieszyło te 5 km przebiegniętych razem niż jakbym miała się kisić w Bydgoszczy i przebywać wśród ludzi, których wcale nie znam…

 

 

Naprawdę ciężko opisać jak ciepło zostałam przyjęta. Jak mi smakowało swojskie mleko czy jajka. Każda chwila spędzona tam była wyjątkowa. Opuszczanie Trzebonia było jednym z moich najsmutniejszych momentów w moim życiu. Dziękuję Aguś za ten weekend! <3